Wiersze Kawafisa na baryton i orkiestrę* (Piotr Moss)

Wiersze Kawafisa to, w mojej twórczości,  kolejny cykl wokalny na głos i orkiestrę. Mówiąca o przemijaniu poezja tego greckiego poety, w świetnych tłumaczeniach Antoniego Libery, wydała mi się idealna do napisania do niej muzyki.

Kompozycja składa się z trzech części. W  pierwszej znalazły się takie wiersze, jak Monotonia i Okna, w  części drugiej –Dawno temu, Wracaj i Dni 1903, na część trzecią złożyły się Kres, Głosy i Świeczki.

Utwór powstał w 2011 r., napisany jest na baryton i orkiestrę, ale o zmniejszonym składzie. Są tu trzy instrumenty dęte drewniane (obój na zmianę z rożkiem angielskim, klarnet na zmianę z klarnetem basowym i saksofon altowy), dwa dęte blaszane (róg i trąbka), dość spora perkusja, gitara, harfa, fortepian i kwintet smyczkowy.

Wiersze Kawafisa dedykowałem pani Joannie Wnuk-Nazarowej. .

          Piotr Moss

 

I.
Monotonia
Dni monotonne monotonnie płyną.
W kółko te same zdarzenia i sprawy.
Chwila za chwilą nie do odróżnienia
ledwo nastaje, nieuchwytnie mija.

I tak się ciągnie miesiąc za miesiącem.
Łatwo przewidzieć, co przyniesie nowy:
nudę dokładnie tę samą co wczoraj.
I jutro jakby już nie było jutrem.

Okna

W tych mrocznych pokojach, gdzie płyną
moje jałowe dni, chodzę tam i z powrotem,
szukając jakiegoś okna.
Odkryć je i otworzyć – cóż by to była za ulga!
Lecz żadnych okien nie ma
lub nie mogę ich znaleźć. I może lepiej tak.
Bo światło czyż nie przyniesie tylko innej tortury?
Kto wie, co nowego ukaże?

II.
Dawno temu

Chciałbym coś o tym wspomnieniu...
ale tak już wyblakło... prawie nic nie zostało –
to było tak dawno temu, u progu mojej młodości.

 

Skóra jakby z jaśminu...
sierpniowy wieczór… sierpniowy?
Oczy? Ledwo pamiętam. Zdaje się, że niebieskie.
Tak-tak, niebieskie! Szafir.

Wracaj

Wracaj, błogie uczucie,
wracaj często i władaj –
gdy budzi się pamięć ciała
i krew zaczyna znowu wrzeć dawnym pożądaniem,
gdy wargi znów pamiętają i gdy pamięta skóra,
i kiedy ręce czują, jakby znów dotykały.

Wracaj często i władaj,
władaj mną nocą, gdy wargi i skóra znów pamiętają...

 Dni 1903

Już nigdy ich nie ujrzałem – tych wszystkich tak szybko straconych...
tych marzycielskich oczu, tamtej bladawej twarzy...
na ciemniejącej ulicy...

Już nigdy ich nie ujrzałem – zesłanych mi przez przypadek,
które tak lekko puściłem,
a za którymi potem tęskniłem tak boleśnie.
Tych marzycielskich oczu, tamtej bladawej twarzy,
tych ust już nigdy potem – już nigdy nie ujrzałem.

III.
Kres

Strwożeni i podejrzliwi,
ze zmąconym umysłem i przerażeniem w oczach,
szukamy rozpaczliwie jakiejś drogi ucieczki
przed zagrożeniem, które
złowrogo wisi nad nami.
Zupełnie niepotrzebnie: nic nam takiego nie grozi.
Wieści były fałszywe
(nie słuchaliśmy ich, nie rozumieli).
Dotyka nas nagle, gwałtownie, nigdy nie przeczuwany
całkiem inny kataklizm
i nieprzygotowanych – a czasu już nie ma – zmiata.

 Głosy

Umiłowane, czyste
głosy tych, co umarli albo jakby umarli,
bo straceni już dla nas.

Słyszymy je czasem we śnie,
słyszy je czasem umysł w swoich najgłębszych pokładach.
I wraca w nich na chwilę
brzmienie pierwszej poezji naszego życia, podobne
zacichającej muzyce – nocą, gdzieś bardzo daleko.

  Świeczki

Dni, które mamy przed sobą,
są jak palące się świeczki ustawione w szeregu –
żywo płonące świeczki o ciepłej, złotej poświacie.

 Dni, które mamy za sobą,
to ciemny rząd świeczek zgasłych –
stopionych, skręconych, zimnych,

tylko najbliższe z nich jeszcze nieznacznie dymią.

Nie chcę spoglądać na nie; zasmuca mnie ich widok
i smutno mi, gdy wspominam ich niegdysiejszy blask.
Spoglądam na świeczki przede mną, które ciągle się palą.

 I nie chcę się odwracać, aby stwierdzić ze zgrozą,
jak szybko rośnie rząd ciemny,
jak szybko przybywa świeczek, które zgasły mi już.



przekład: Antoni Libera



kompozytor: Piotr Moss

koncert: 26 kwietnia 2013, godz. 19:30, Sala koncertowa im. Grzegorza Fitelberga

Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia

dyrygent: Michał Klauza

solista: Marcin Bronikowski