Krótka rozprawa. Ćwiczenie z retoryki stosowanej dla trzech wykonawców

Tytuł i pomysł wzięty jest oczywiście od Mikołaja Reja i jego słynnego dialogu. Mówi się, że muzyka (osobliwie kameralna) jest dialogiem. Nietrudno wyobrazić sobie podmioty mówiące, ale trudniej odwzorować tekst, zwłaszcza gdy – jak u Reja – obraca się nie tyle wokół perorujących osób, ile stanów społecznych i modelowych zachowań.

Jak w trzech głosach ująć nie tylko spór, ale przede wszystkim opis? Mało tam bowiem prawdziwego dialogu: lwią część Rejowej Rozprawy zajmują ogromne łańcuchy przykładów. Robota będzie trudna, a forma może wyjść nudna. Próbuję zatem – z małymi wyjątkami – nie tyle oddać w muzyce to, o czym i po co mówią trzej ichmoście, ile zarysować pewne sytuacje, zderzenia racji, do których wyartykułowania używane są bardziej czy mniej czytelne retoryczne środki.

Sprawa jest znana co najmniej od baroku: muzykę dialogującą ze sobą mamy u Mozarta i Wagnera, u Debussy’ego, Mahlera, Brittena, Messiaena, Beria, Stockhausena i wielu innych. Zatem nie odkrywam tu żadnej Ameryki, raczej próbuję ćwiczyć się w szczególnym medium. („Przypatrzże się, co umie poczciwe ćwiczenie…“ pisał Rej o Kochanowskim.)

Utwór, rzecz jasna, pragnę dedykować braciom Krzeszowcom in corpore

Rafał Augustyn